Pewnego razu, niecały rok temu, Najlepsza Polska Gazeta, najwyraźniej biorąc mnie za kogoś innego niż jestem, zaprosiła mnie na debatę o tym, dlaczego nie ma w Polsce innowacji. Byłem tam -- z jakiegoś, jak powiedziałem, niejasnego powodu -- ja, ale przede wszystkim było paru ważnych ludzi którzy opowiadali mądrze o tym jak źle płyną u nas pieniądze na naukę. Ich wiedza o drogach którymi te pieniądze płyną jest głęboka a moja jest (jak ewentualni czytelnicy tego bloga zdążyli się zorientować) powierzchowna i nie mogłem w tej sprawie niczego od siebie istotnego dodać. Ale wydawało mi się, że ci ważni ludzie w swoim myśleniu pomijają jedną, fundamentalną, kwestię.
Kwestię kulturowej odmienności Polski od najlepszych centrów innowacyjnej cywilizacji zachodniej.
Więc kiedy przyszła na mnie pora żeby powiedzieć coś mądrego, podzieliłem się ze słuchaczami taką oto metaforą polskiej szkoły. W odróżnieniu od -- powiedzmy -- szkoły brytyjskiej.
O POLSKIEJ SZKOLE (chodzenia po górach)
Wyobraźmy sobie polską szkołę chodzenia po górach. I szkołę brytyjską. Szkołę, przedszkole, uniwersytet. Ta metafora wydaje się niestety działać niezależnie od tzw. poziomu kształcenia.
Otóż w szkole brytyjskiej zaprowadzą dzieciaki pod skałkę. Będą mieli na początek parę takich specjalnych skałek, aby się dzieciaki na nie uczyły wchodzić. Być może nie za trudnych. Ale z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie za łatwych. I ta młodzież -- w krótkich spodenkach, niezależnie od pogody, bo Anglicy uważają że nigdy nie jest za zimno na krótkie spodenki, tylko nie należy histeryzować. W tych zatem krótkich spodenkach będą się wspinać na te skałki aby nauczyć się odróżniać to, że jest się na dole od tego, że jest się na górze. Żeby się nauczyć czerpać przyjemność z bycia na górze i żeby się nie bać po drodze podrapać i ubadziać błotem. A jak się już nauczą się wchodzić na małe skałki, a potem na jakieś trochę większe, to zawiozą ich pod taką dużą górę, na którą trzeba iść cały dzień. Pokażą im wieczorem tą górę i powiedzą: "Zobaczcie, jutro na nią pójdziecie. Na dole będzie 30 stopni ciepła i będziecie się przedzierać przez osty. A na górze minus 15. Będziecie sami musieli wnieść tam swój ekwipunek i to wszystko nie będzie całkiem łatwe". (Może zresztą wcale im nie powiedzą, że nie będzie łatwe. Anglicy chyba nie lubią mówić takich rzeczy.)
Pokażą im zatem tą dużą górę, żeby się nauczyli jak to jest zmierzyć się z poczuciem że może nie da się rady. I jak to jest wychodzić rano, widzieć przed sobą cel i radzić sobie z myślą że ten cel ani trochę nie wygląda na łatwy.
A następnego dnia zobaczą się jak to jest kiedy się chce pić i kiedy bolą łydki. Tak, w angielskiej szkole mogą się wielu rzeczy nie nauczyć, ale na pewno nauczą się, jak to jest kiedy bolą łydki.
W polskiej natomiast szkole nauczyciel poprowadzi lekcję ze slajdami. Oto jest Mont Blanc od strony francuskiej. A tu mamy od strony włoskiej, zimą. Macie się nauczyć rozpoznawać ze zdjęć dwa tysiące szczytów. Zimą i latem. Tyle przewiduje program nauczania, ambitny program, który ma zapewnić naszej młodzieży poziom kompetencji powyżej średniej OECD.
Uczeni pedagodzy, doświadczeni nauczyciele i przeróżne intelektualne autorytety będą zawzięcie dyskutować nad Podstawą Programową Kształcenia Ogólnego. To znaczy na przykład nad tym, czy na obrazkach mają być głownie góry z Polski, czy też góry z całego świata. I czy najpiękniejsze, czy raczej najwyższe. Czy w różnych porach roku na stopniu podstawowym, czy tylko na rozszerzonym. I czy we wszystkich klasach mają się uczyć takich samych gór, czy może od 2 klasy liceum
mogą sobie wybrać profil.
[Mój uczony kolega Krzysztof mówi że slajdy będą tylko w elitarnych szkołach. W takich zwykłych będą się uczyć wysokości szczytów z tabelek w podręcznikach.]
Nie trzeba dodawać że żaden z nauczycieli, którzy będą tego uczyć, sam nigdy nie był w górach. Ba -- żaden nigdy nikogo kto chodził po górach nie spotkał osobiście. Ale nie mówmy źle o polskich nauczycielach. Jest wśród nich wielu wybitnych pedagogów. Niektorzy nawet napisali wiersze i piosenki o górach, pozwalające łatwiej zapamiętywać nazwy.
Komentarz został zapisany. Będzie widoczny w ciągu kilku minut.
Wystąpił błąd, komentarz nie został zapisany. Spróbuj ponownie później.
komentarze do wpisu » O polskiej szkole (chodzenia po górach)
-
A sz pan sam był kiedyś w tych metaforycznych górach ?
Coś mi się widzi że też tylko na slajdach widział. Bo jesli chodzi o innowacyjność Polaków po tych niedobrych szkołach to jest ona świetna, tyle że nie w Polsce. Bo w Polsce wprowadzenie jakiejkolwiek innowacji jest kilkadziesiąt razy bardizej kosztowne niż w innych krajach. Samo uzyskanie patentu jest wielkokrotnie kosztowniejsze w stosunku do zarobków, że o obronieniu go przed prawnikami wielkich koncernów już nie wspomnę. Wystarczy zlikwidowanie tej bariery, a wtedy będzie można dopiero porównywać wpływ rodzajów kształcenia na innowacyjność.
2009-03-01 13:24
-
@ zmęczon
-> Coś mi się widzi że też tylko na slajdach widział.
Czy to były góry, nie mnie sądzić.
Jeśli góry to >podstawowe< raczej niż >stosowane<.
Ale pić się chciało i łydki bolały.
-> Bo jesli chodzi o innowacyjność Polaków
-> po tych niedobrych szkołach to jest ona świetna,
-> tyle że nie w Polsce
Och i mamy na to jakąś uczciwą statystykę ? Która by to miłe przekonanie potwierdziła ? Czy też raczej taki kolejny mit narodowy może sobie tu powtarzamy ?
2009-03-01 13:43
-
a i jeszcze taka anegdotka
Pewien bloger (nietutejszy) kiedyś napisał notkę o dzieciach, które uczyły się znakomicie w brytyjskiej szkole i zostały przeniesione do szkoły polskiej. W polskiej szkole po odpytaniu dzieci stwierdzono, że to kompletne matoły i przyjęto je do klasy o dwa lata nizszej. I podobno ta sytuacja była dowodem na wyższość szkoły brytyjskiej, która nie przeciąża dzieci nauką, rozwijając za to ich umiejetność radzenia sobie w życiu. Mnie rozśmieszyła ta że "radzenie sobie w życiu" nie obejmowało radzenia sobie w polskiej szkole.
2009-03-01 13:45
-
człowiek nie wielbłąd to i pić mu się chce
A jak można przeprowadzić tę uczciwą statystykę ? Ja opieram swoje przekonanie na pracy z zachodnimi inzynierami, którzy nie potrafili sobie kompletnie poradzić w sytuacji gdy trzeba było wyjść poza schemat. I podobne doświadczenia mają moi znajomi.
2009-03-01 13:51
-
humanistyka
Ja sie nie znam na paniach i panach inzynierach, niemniej w humanistyce (e.g. filozofii) parabola niniejszego felietonu znajduje swoje zastosowanie po stokroc. Jesli jest to jakos krzepiace, to moge dodac, ze w tej dziedzinie Polska nie jest osamotniona - bardzo zla edukacja miala miejsce przez ostatnie dziesieciolecia takze we Francji, i pewnie w kilku innych krajach.
2009-03-01 14:27
-
dobrze napisane - jeśli chodzi o polska s. prawdziwe
nie wiem czy w pełni prawdziwe jeśli chodzi o angielską ( chyba "zjadł' im troche dobrobyt ) ale na pewno jest to wzorzec do którego powinniśmy dążyć
Nie znalazłem jednak ani grama nt. JAK to zrobić ( a zdaje się oprócz rodziców to nauczyciele - nie ministerstwo - są głównymi winnymi niestety
2009-03-01 14:52
-
Jerzy Marcinkowski
Trafil pan w sedno.
Mialem okazje obserwowac roznice na przykladzie moich dzieci uczacych sie na Zachodzie (Szwajcaria, Niemcy) i dzieci mojego rodzenstwa w Polsce.
Ilosc przeprowadzonych doswiadczen z fizyki, chemii, ilosc poznanych technik plastycznych, przyrzady na zajeciach sportowych, ilosc wycieczek do muzeow, wyjazdow w teren poza miasto (w ramach biologii, czy geografii), itd., ktore daje szkola zachodnia jest nieporownywalnie wieksza niz szkola polska.
W tym samym czasie co moje dzieci w fartuchach, w ogole w strojach ochronnych, walcza z probowkami i skomplikowanymi przyrzadami (a na plastyce nawet garnki lepily z gliny i potem jechaly gdzies to wypalac), ich polscy kuzyni i kuzynki zakuwaja kolejne porcje teorii, ktore zapominaja po kolejnej klasowce.
Nie mowiac juz o zajeciach etyki i te wszystkie przygotowywane przez moje dzieci referaty o przemocy, rasizmie, religiach swiata, itd. - dyskusje, ktore w polskich szkolach nie odbywaja sie w ogole.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Szanowny zmęczon napisal:
""Pewien bloger (nietutejszy) kiedyś napisał notkę o dzieciach, które uczyły się znakomicie w brytyjskiej szkole i zostały przeniesione do szkoły polskiej. W polskiej szkole po odpytaniu dzieci stwierdzono, że to kompletne matoły i przyjęto je do klasy o dwa lata nizszej. ""
Nie przecze, ze tak bylo, ale to znowu wina polskiego szkolnictwa, ktora wsadza wszystkich uczniow do jednego worka i zarowno tuman, jak i uzdolniony wysoce humanista, czy matematyk siedza raze w tej samej klasie i ucza sie tego samego materialu.
Przypuszczam, ze uczniowie niemieckich Hauptschule (http://pl.wikipedia.org/wiki/Hauptschule) tez musieliby w Polsce spasc jedna, a moze dwie klasy nizej, ale juz napewno nie uczniowie gimnazjow, znaczy szkol konczacych sie maturami, najczescie sprofilowanymi z dodatkowymi zajeciami specjalistycznymi. Tutaj raczej byloby odwrotnie.
Na zachodzie wszystkie dzieci ucza sie razem jeno jakies 4-6 lat w szkolach podstawowych, a potem kazdy idzie do takiego typu szkoly, gdzie poziom nauczania i zakres wiedzy do zdobycia jest przystosowany do mozliwosci intelektualnych ucznia.
2009-03-01 15:00
-
@kosmolud
Więc prawdę mówiąc to ja też nie wiem na ile to jest wciąż prawda o angielskiej szkole...być może wszystko schodzi na psy.
Tylko że wiadomo, ten post nie jest o Anglikach. Co nas obchodzą jacys Anglicy prawda ?
JM.
2009-03-01 15:04
-
zmęczon
""Ja opieram swoje przekonanie na pracy z zachodnimi inzynierami, którzy nie potrafili sobie kompletnie poradzić w sytuacji gdy trzeba było wyjść poza schemat. I podobne doświadczenia mają moi znajomi.""
:-))
Moze pan takie teksty walic swoim sasiadom u siebe na wsi, gdzie przyjezdza jeden pekaes na tydzien ( w niedziele do kosciola w miasteczku).
2009-03-01 15:05
-
JM
wie Pan, problem jest kompleksowy, że tak powiem. Nie jest to wszak kwestia wyłącznie indolencji polskich nauczycieli lub też monstrualnej biurokracji w polskim szkolnictwie, ale też kwestia pozostałości całego popeerelowskiego systemu edukacji. Gdyby jednak tego było mało, to jest to kwestia dość znikomego wpływu rodziców na to, co się z edukacją dzieci i młodzieży dzieje. Jednak i na tym nie koniec, bo przecież komercjalizacja szkolnictwa wyższego w naszym kraju wygląda głównie tak, że szkoły nniepubliczne udają, że kształcą, a studenci, przyjmując postawę klientelską, przychodzą do tych szkół "po papier" (obu stronom to odpowiada, gdyż jedna strona nie musi śróbować standardów nauczania, druga zaś nie musi się prawie nic uczyć).
Generalnie sytuacja jest beznadziejna.
Pozdr
2009-03-01 15:15
-
humanista nie ma problemów z matematyką
To tylko ściema wyszczekanych tumanów, że oni są "humanistami" i co za tym idzie nie mogą pojąć trygonometrii.
A temat jest nie o matematyce tylko innowacyjności. Ludzie którzy specjalizację zaczęli już w podstawówce nie mają szans na bycie innowacyjnymi. Są za to świetnymi trybikami w machinie państwa takiego jak Niemcy czy wlk Brytania. Nie wiem czy w Polsce wojny już się skończyły i czy nam do przetrwania wystarczą takie trybiki, a do innowacyjności import Koreańczyków.
2009-03-01 15:28
-
dajcie sobie spokój z tymi kompleksami
Sto lat temu nad Imperium Brytyjskim nie zachodziło słońce, a o istnieniu wolnej Polski mało kto wtedy marzył. Obecnie Anglicy nie są juz gospodarzami nawet w niektórych dzielnicach Londynu, a Polska nie dość że jest, to liczy się coraz bardziej. To czyja edukacja była złą w ciągu tych stu lat ?
Główną wadą polskiej szkoły jest teraz totalna dezorientacja. Co chwilę zmienia się minister oświaty i zaczyna swoją autorską genialną reformę. Potem znika zostawiając wszystko totalnie rozgrzebane i wkracza następny, któremu nawet do głowy nie przyjdzie by dokończyć cokolwiek.
2009-03-01 15:38
-
@Jerzy Marcinkowski
Polska szkoła chodzenia po górach nie jest tak do końca naszym wynalazkiem. Patrząc na to, jak wyglądała nasza nauka przed II Wojną Światową, widać wyraźnie że w tym czasie zaszła duża zmiana, która moim zdaniem jest przyczyną owej "kulturowej odmienności Polski".
Robi mi się niedobrze, gdy oglądam, kolejne debaty na temat innowacyjności w Polsce. Pomysł naszej władzy to zazwczaj powołanie komisarza do spraw innowacyjności i realizacja projektów innowacyjnych zgodnie z urzedniczymi planami a potem wylewanie krokodylich łez że znowu się nie udało.
Nasz system kształcenia jest słaby, jednak podstawym problemem nie są nasze odwieczne uwarunkowania kulturowe, tylko wprowadzony od 1945 roku model państwa urzędniczego. Tableki, slajdy i wskaźniki to skutek a nie przyczyna problemów.
2009-03-01 15:55
-
@ pan Michał Skrzetlewski
->Patrząc na to, jak wyglądała nasza nauka przed II Wojną Światową,
->widać wyraźnie że w tym czasie zaszła duża zmiana,
->która moim zdaniem jest przyczyną owej "kulturowej odmienności Polski".
Muszę uczciwie przyznać, że nie wiem jak to było dawniej. Na przykład przed II wojną.
Nie wykluczam, że może Pan mieć rację. Jeśli tak, to można zapytać jakie to przyczyny spowodowały cofnięcie się naszej edukacji w średniowiecze. Czy utrata mniejszości żydowskiej ? Czy powojenny "awans edukacyjny" milionów, którego nie dało się przeprowadzić inaczej niż tylko na niby, a kiedy już nastąpił, to nie było tych którzy by umieli odróżnić edukację na niby od prawdziwej.
Nie wykluczam też, że może Pan nie mieć racji. Że zawsze byliśmy zadupiem, że nigdy naprawdę ten smutny zakątek świata nie miał szerszego kontaktu z kulturą intelektualną zachodniego świata. Za taką hipotezą przemawiałoby to, że Polska w zasadzie nie uczestniczyła w rozwoju nauki na świecie -- rozwoju, który, jak wiemy, zaczął się w połowie XVII wieku. No ale z drugiej strony można zwalać na historię , że wtedy akurat złe czasy dla Polski nadchodziły.
To są wszystko, jak mi się zdaje, bardzo ciekawe pytania, chętnie bym poczytał książkę w której jakiś uczony humanista próbowałby się z nimi zmierzyć. Ale też wcale nie jestem pewien, że musimy koniecznie znać na nie odpowiedź, aby coś zacząć z tym dziś robić.
JM
2009-03-01 16:12
-
@Jerzy Marcinkowski
Co do Polski przedwojennej, to na szybko przychodzi mi do głowy Lwowska Szkoła Matematyki i praktyczna implementacja innowacji - Biuro Szyfrów i złamanie Enigmy.
Dla mnie zrozumienie przyczyn jest pierwszym krokiem do szukania rozwiązań, więc pozwolę sobie się z Panem nie zgodzić. Jeżeli zatrudni pan urzedników do planowania rozwoju nauki i innowacji, sukces urzedniczy ma Pan gwarantowany - jak zwykle do tej pory.
2009-03-01 16:35
-
re: humanisci
Zmeczony pan mowi : "To tylko ściema wyszczekanych tumanów, że oni są "humanistami" i co za tym idzie nie mogą pojąć trygonometrii."
I po prawdzie nie rozumiem o co mu chodzi? Ja parabole p. Marcinkowskiego odnajduje w kontekscie humanistycznym, w ktorym nie wymagam od nikogo znajomosci matematyki. Pan mowil wyzej, ze nieprawda jest, ze polscy inzynierowie sa mniej innowacyjni od Zachodnich. Ja natomiast przyznajac sie, ze nic nie wiem o naukach inzyniersko-scislych, sugeruje, ze polscy (i na przyklad francuscy, tam sie uczy dosc podobnie czesto) humanisci sa o wiele niestety mnie innowaycyjni (jesli termin jest adekwatny) od brytyjskich. I mysle, ze grzechy edykacji ktore p. Marcinkowski zechcial wymienic sa bardzo slusznie ujete.
Co wiecej, bardzo bylam zdziwiona, ze dokladnie ten sam mechanizm ma miejsce w naukach matematycznych (ktore p. Marcinkowskiego po czesci inspiruja) jak i w "naukach" humanistycznych. Mam nadzieje, ze niekoniecznie juz bedziemy mowic o wyszczekanych tumanach, i przykro mi, ze tych wlasnie bylo dane panu spotykac.
2009-03-01 16:45
-
>ziel
Po kolei :
Moja teza jest taka, że wyższa innowacyjność jest ściśle skorelowana z warunkami materialnymi w których ludziom przyszło żyć i pracować. W dziedzinach w których warunki te się wyrównują, nie widać wcale tej przewagi edukacji brytyjskiej nad polską. A czasem jest zupełnie przeciwnie.
Co do umiejętności potrzebnych humaniście, to o ile mi wiadomo w większości dziedzin humanistycznych albo się zna statystykę, albo się kompromituje jej nieznajomością. Poza tym znam parę osób które pracują naukowo w dziedzinach humanistycznych i nawet gdy teraz zajmują się poetyką, to kiedyś nie miały problemów z otrzymaniem piątki na maturze z matematyki. Jedna z nich nawet startowała w olimpiadzie matematycznej. I przydaje im się to teraz czasem, jak nie w pracy to choćby do tego by własnemu dziecku pomóc w odrabianiu lekcji. Dlatego postulaty wczesnej specjalizacji uczniów uważam za bezsensowne.
2009-03-01 19:14
-
wczesna specjalizacja
Ah! czyli mowi pan o "wczesnej specjalizacji". To pardon, ze sie wtracam. Ani ja, ani p. Marcinkowski nie wspomnielismy o tym nawet polzdaniem, ale oczywiscie moze pan wyglaszac swoje opinie na ten temat niezaleznie od naszych wypowiedzi. Milkne tedy, i przepraszam za zamieszanie. Ja jestem swoja droga fanem edukacji ogolnej, martwia mnie jedynie metody tejze, ktore obecny tekst napietnuje.
Jesli chodzi o panska teze podstawowa, czyli "w dziedzinach w których warunki te się wyrównują, nie widać wcale tej przewagi edukacji brytyjskiej nad polską", no to musze sie natomiast nie zgodzic wlasnie w dziedzinie filozofii na przyklad, tylko na tym sie znam.
2009-03-01 22:12
-
>ziel
A może jeszcze ktoś w tym watku zabrał głos, a ja nieopatrznie mu odpowiedziałem ? Nie żebym chciał się narzucać z taką ewentualnością, ale może to coś wyjaśni.
2009-03-01 22:30
-
JM, MSkrzetlewski, zmęczon
Polska szkola jest dokładnie taka, jaką opisał pan Marcinkowski, jeśli ktoś chce by byla taka jak brytyjska to trzeba na nią wydawać tyle ile wydaja Bryryjczycy. By robić doświadczenia trzeba mieć sprzęt i czas, i dobrze oplaconego fachowca. To tyle o wszelkich reformach, poziomie nauczycieli, ich innowacyjności, podróżach.
Czy polska szkoła jest innowacyjna i dobrze przygotowuje do życia? Zmęczon ma rację, w tym, że Polacy są na ogół bardziej innowacyjni, wszechstronni i kreatywni niż ludzie z Zachodu, mówiac inaczej umieją zakombinować. Potwierdzam to na podstawie własnego doświadczenia i wielu innych swiadectw. Nie da się tutaj przeprowadzić statystyk no bo jak? Najczęściej cytowany w prasie przykład, gdy wysiadła elektryczność zachodni chirurdzy przerwali operację. Polacy skombinowali oświetlenie zastępcze. Jak takie przypadki ujmować w statystykach?
Moim zdaniem ta cecha polskich pracowników wynika m. in. z doświadczeń w polskiej szkoły, która jest tak przeładowana teoretycznymi treściami, ze nie sposób sie tego wyuczyć i uczniowie od małego musza kombinować jak sobie z tym poradzić i jeszcze dostać dobre stopnie. 12 lat godzenia ognia z wodą wymusza innowacyjność.
Szerzej na moim blogu: foros.salon24.pl
2009-03-02 00:37
-
@ pan foros, pan L.L.Leming (o pewnym - chyba -nieporozumieniu)
-> W tym samym czasie co moje dzieci w fartuchach,
-> w ogole w strojach ochronnych, walcza z probowkami
-> i skomplikowanymi przyrzadami
-> (a na plastyce nawet garnki lepily z gliny i potem
-> jechaly gdzies to wypalac), ich polscy kuzyni i kuzynki
-> zakuwaja kolejne porcje teorii, ktore zapominaja po kolejnej klasowce.
-> By robić doświadczenia trzeba mieć sprzęt i czas,
-> i dobrze oplaconego fachowca.
-> To tyle o wszelkich reformach, poziomie nauczycieli,
-> ich innowacyjności, podróżach.
Z pewnym rumieńcem na twarzy, ale muszę jednak wyjaśnić. W moim tekście (dobry Boże, myślałem, że to jest jasne) nie chodzi o żadne doświadczenia, ani wycieczki. A już z całą pewnością nie chodzi o lepienie garnków. Chodzi o SAMODZIELNIE PODEJMOWANY WYSIŁEK INTELEKTUALNY. Intelektualny w odróżnieniu od "pamięciowego". Doświadczenia -- same w sobie -- ani w takim wysiłku nie pomagają, ani też specjalnie nie przeszkadzają (no może trochę). W szczególności nie dostrzegam jaki szczególny pożytek miałby płynąć z tego, że dzieci nalewają czegoś - same - z jednej probówki do drugiej i to coś się po nalaniu pieni, bulgoce i zmienia kolor. Takie doświadczenie to akurat chyba rzeczywiście lepiej na filmie pokazać. W tym kontekście nie interesuje mnie tak bardzo to, czego się młodzież uczy. Czy to jest "teoria" czy "wiedza praktyczna". Nawet nie za bardzo mnie interesuje czy to są "nauki ścisłe" czy "humanistyka" -- bo choć rzeczywiście wydaje się, że matematyka & fizyka najlepiej się nadają na moje metaforyczne góry, to przecież ich też można "uczyć" w sposób zupełnie bierny. A humanistyki może da się uczyć w sposób intelektualnie angażujący (choć ja na własne oczy nigdy niczego takiego nie widziałem).
Pozdrawiam wielce szanownych czytelników,
JM.
2009-03-02 09:05
-
panie m.
z cala pewnoscia ma pan duzo racji.
jednakze czytam i czytam, lecz im wiecej czytam tym mniej znajduje w panskim poscie jakies konstruktywne propozycje, ktore pomoglyby ten system zmienic. coz, nie jest sztuka ironicznie i malowniczo pokazac nam kolejny slajd, zrobil pan to wybornie. mnie ciekawiloby raczej jak wyobraza pan sobie konkretne zmiany, ktore mialyby nastapic. domyslam sie, ze to jest zlozone i byc moze trudno je sformulowac w tak uwodzacy czytelnika sposob, w jakim zwykl byl pan pisywac, ale wierze, ze nie pozostawi pan mego zapytania o konstruktywne propozycje zmian bez odpowiedzi.
pozdrawiam :)
2009-03-02 10:52
-
żeby życie miało smaczek raz chłopaczek raz chłopaczek
>A humanistyki może da się uczyć w sposób intelektualnie >angażujący (choć ja na własne oczy nigdy niczego takiego >nie widziałem). ,,W dydaktyce historii określa się możliwości budowania wiedzy o przeszłości czterema drogami – poprzez po- znawanie, przeżywanie, działanie i odkrywanie. Wydaje się oczywiste, że im bogatszy metodycznie, bardziej atrakcyjny i uniwersalny podręcznik, tym lepiej spełnia postulaty wielostronnego nauczania-uczenia się historii." W tych no inteligenckich szkołach powinno tak się uczyć. ;) >To są wszystko, jak mi się zdaje, bardzo ciekawe >pytania, chętnie bym poczytał książkę w której jakiś >uczony humanista próbowałby się z nimi zmierzyć Może ta Pani: http://www.econ.jhu.edu/people/fohlin/index.html ;P MS
2009-03-02 11:25
-
Jerzy Marcinkowski
""...o pewnym - chyba -nieporozumieniu (...) W moim tekście (dobry Boże, myślałem, że to jest jasne) nie chodzi o żadne doświadczenia, ani wycieczki. A już z całą pewnością nie chodzi o lepienie garnków. Chodzi o SAMODZIELNIE PODEJMOWANY WYSIŁEK INTELEKTUALNY.""
""W szczególności nie dostrzegam jaki szczególny pożytek miałby płynąć z tego, że dzieci nalewają czegoś - same - z jednej probówki do drugiej i to coś się po nalaniu pieni, bulgoce i zmienia kolor.""
????????
Nie wiem jak sie przeprowadza doswiadczenia w polskich szkolach (byc moze jest to przelewanie z pustego w prozne i obserwacje bulgotania - nic mnie nie zdziwi), podobnie nie wiem jak wygladaja poznawcze wycieczki w ramach geografii i biologii w Polsce, (byc moze jest to jedynie jakas forma pikniku), tak samo nie wiem czy na zajeciach z plastyki w Polsce dzieci ucza sie o folklorze, wzornictwie i wlasnorecznie zmagaja sie z wieloma technikami tworczymi. Itd., itp.
Tutaj wiekszosc doswiadczen uczniowie przygotowuja sami, z dokladnym opisem teoretycznym i przedstawiaja malymi grupami w formie referatow-pokazow na forum klasy, czesto takie pokazy uzupelniane sa prezentacjami w PowerPoint.
Kiedys na chemii klasa mojej corki dostala zadanie: jaki zwiazek chemiczny znajduje sie w naczyniu. Z tego co pamietam, to zostali podzieleni na 4 grupy i trzy grupy (w tym grupa mojej corki) zagadke rozwiazaly.
Znaczy: uczen przy pomocy przygotowanych samodzielnie doswiadczen musi udowodnic, ze rozumie dany temat.
Uwaza pan, ze przygotowanie prezentacji i doswiadczen nie wymagaja wysilku intelektualnego?
(przyklady podalem z chemii, ale identycznie jest na fizyce)
-----------------------------------------------------------------------------------------
""A humanistyki może da się uczyć w sposób intelektualnie angażujący (choć ja na własne oczy nigdy niczego takiego nie widziałem).""
Nie wiem jak sie w Polsce omawia np. literature, ale tutaj zawsze w formie "kolka dyskusyjnego" moderowanego przez nauczyciela. W takich dyskusjach uczniowie zajmuja rozne stanowiska np. jedni uwazaja, ze bohater postapil zle, inni ze dobrze - i dyskutuja, i przekonuja do swoich racji.
Czesto tez uczniowie przygotowuja recenzje i to nie lektur, tylko ksiazki jaka przeczytal, podobala mu sie i chcialby zachecic innych do jej przeczytania.
Itp.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Szanowny panie Jerzy: samodzielnie przygotowywane doswiadczenia, prezentacje, referaty, samodzielne opisy obserwowanych zjawisk, nieskrepowane dyskusje o literaturze, przygotowywanie recenzji, itp. - to wszystko to jest wlasnie owa "angielska szkola chodzenia po gorach" i nie tylko angielska, i niemiecka i szwajcarska (akurat te dwie ostatnie znam)
Oczywiscie, ze przyklady, ktore podalem, to tylko kilka fragmentow, ale bardzo istotnych i wlasnie zmuszajacych uczniow do samodzielnego wysilku intelektualnego.
2009-03-02 13:30
-
A... przypomnialem sobie jeszcze jedno
Swego czasu moj syn i jego kolega z klasy zostali najwyzej w klasie ocenieni za pisemna prace na jakis temat z Goethego i odczytali swoje prace przed klasa.
I prosze sobie wyobrazic, ze w swych pracach uczniowie przedstawili zupelnie dwie rozne opinie. Oceniono wiec ich za sposob argumentacji, za sposob wyrazania swoich mysli, a nie za wykucie regulki "Goethe wielkim poeta byl".
2009-03-02 13:48
-
JMarcinkowski
Spotkałem się z wieloma opiniami o polskiej szkole, jedna z najczęściej powtarzających sie to to ta, że w przeciwieństwie do zachodnich nie uczy ona praktyki życia, lecz jest jedynie pamięciówką. Proszę sie nie dziwić, skojarzeniu Pańskiego tekstu z podobną kliszą.
2009-03-02 17:17
A odnośnie meritum, rozumiem że uważa pan, ze najważniejszą umiejętnosćią ucznia ma być zdolność do samodzielnego odbioru i przetwarzania świata, tak rozumiem samodzielny wysiłek intelektualny. W naukach przyrodniczych bez kasy po prostu nie da rady. Prosze zwrócic uwagę na post Leminga, człowiek ma rację. Jak uczeń coś widzi to rozumie, jeszcze bardziej jeśli takie doświadczenie zrobi sam. Stosunkowo najlepiej jest w matematyce, ale tu ograniczenia stwarzają geny. Humanistyka. Jeszcze raz odwołam się do postu Leminga, tak należy kształcić samodzielnie myślących inteligentów. Tylko czy niewolnik jest w stanie wychować człowieka wolnego? Kluczem jest nauczyciel. Musza być spełnione dwa warunki: 1. Nauczyciel musi czuć sie stabilnie i bezpiecznie. Jego pierwszą troską nie może być walka o przetrwanie. 2. Nauczyciel powinien być stymulowany do niezależności. Pierwszym warunkiem jest tu daleko posunięty pluralizm mediów i wolność głoszenia opinii. Młodzi ludzie na prawdę nie są głupi. Weźmy głośną ostatnio sprawę Skowrońskiego, Facet osiągnął sukces i w nagrodę wywalili go ze stanowiska bo nie byl nasz. A facet, który go wywalał? Któż o nim wie czy jest mądry czy głupi, ważne że jest nasz. Gdzie nauczyciel i gdzie uczeń ma szukać różnic? Skąd przyswajać opinie i na ich podstawie wypracowywać własne zdanie? Z debaty między TVN a Gazetą Wyborczą? Albo zetką i RMF?
Nie chce mi się o wszystkim pisać w szczegółach dlaczego, ale jeśli ktoś chciałby wprowadzić typ kształcenia jaki Pan postuluje (intelekt nie pamięciówka) to moim zdaniem należy: a. Zwiększyć nakłady na oświatę, w tym głównie na pensje nauczycieli, (bez tego cała reszta jest bez sensu) b. zmniejszyć klasy albo przedłużyć czas godziny lekcyjnej, c. zatrudnic dodatkowych ludzi, których jedynym zadaniem byloby zajmowanie sie przypadkami trudnymi wychowawczo.
Jakie byłyby efekty (piszę czysto teoretycznie, ponieważ i tak nic podobnego przez najbliższe co najmniej dziesięć lat sie nie zdarzy (patrz warunek a))? Akurat zdarzyło mi sie pracować i w szkole państwowej i w prywatnej ukształtowanej na postulowną przez pana modłę. Różnica była następująca, uczniowie z prywatnego gimnazjum byli znacznie badrdziej dojrzali i intelektualnie i emocjonalnie niż ci z państwowego liceum, mieli też znacznie mniejsza więdzę niż ci ostatni. W tym ostatnim widzę największe niebezpieczeństwo takiej szkoły. Bowiem najgorzej jest gdy taki młody nieuk bierze fantazje za rzeczywistość i na ich podstawie tworzy ideologię. Może z niej wyrośnie, może nie. Po drugie, jeśli taki młody człowiek nabędzie umiejetność tego jak się uczyć, w jaki sposób poznawaź rzeczywistość to jednak podstwowego, dość jednak szerokiego kanonu wiedzy, wrytej właśnie w pamięciowy sposób, będzie wobec swiata jak ślimak bez skorupy, mówiąc inaczej będzie mu można wmówić każdą bzdurę. Moim zdaniem szkoła powinna być dwuszczeblowa. W gimnazjum powinno sie głównie wtłaczać minimum, a w liceum uczyć krytycznego myślenia.
-
@JMA
Jak dla mnie to przez ten post przebija myślenie zarażone minionym systemem. Państwo(Partia) ma zadbać o to żeby ludzie byli innowacyjni a jeśli nie są to ze Państwo(Partia) robi coś źle. Moim skromnym zdaniem to nie jest tak. Państwo powinno spełniać swoja podstawową rolę tzn. stróża prawa. Wtedy ludziom będzie się opłacało tworzyć innowacje a nie cwaniaczyć. Bo Polacy wykazują mnóstwo pomysłowości ale po co mają ryzykować i tworzyć nowe technologie skoro dziurawy system prawny daje im łatwiejsze drogi?
2009-03-05 18:31
-
Znakomite
Gratuluję talentu. I pedagogicznego i literackiego.
I zazdroszczę przekory.
2009-03-10 13:21
pozostałe notki »
-
2008-10-05 16:23
Bluzg sfrustrowanego żula, który nic nie rozumie z ducha czasów.
Jadą do Polski z Brukseli TIRy pełne gotówki. Co z tego wyniknie ? Jaki jest, że tak powiem, "obiektywny skutek" pojawienia się takich pieniędzy ? Czy będą one, tak jak się to nam często mówi, służyły modernizacji ? Czy magicznie zamienią się w Polsce w te...
komentarze (18) -
2008-07-23 22:50
Co jest w Polsce najbardziej przerażające
Źle w Polsce jest nie przez moherów i Rydzyka. Ani nie przez wpływowe lobbies. Nie przez katoli i nie przez Żydów. Nie agenci są główym problemem, ani nie policjanci pamięci. Największym nieszczęściem tego kraju jest analfabetyzm. A szczególnie analfabeci...
komentarze (22) -
2008-07-11 17:51
Minister Hall buduje nam mały stosik
Kiedy, mimo że bezbożnik, glosowałem na PiS, pytali się mnie ludzie, czy nie boję się wpływu katolickich fundamentalistów, zaczajonych podobno w cieniu Kaczyńskich. Odpowiadałem, że trochę się boję, ale że słabo wyobrażam sobie akurat PO w roli obrońców wolności...
komentarze (20)
zgłoś nadużycie
Zgłoszenie zostało zapisane.
Wystąpił błąd. Spróbuj ponownie później.
Dodaj do listy zablokowanych
Czy na pewno chcesz zablokować tego użytkownika?
moje ostatnie komentarze »
-
przykro mi to panie FYMie czytać
Szanowny Panie FYMie Z wyjątkową przykrością przeczytałem Pana post. Uważam, że są...
2009-12-18 18:48
-
Na ten temat, rzeczywiscie. Bardzo śmieszne, tylko zupelnie mnie jakoś nie bawi, prawda ? JM.
2009-06-22 22:29
-
Nie jestem pewien czy ta pogawędka ma sens ale nie mogę się oprzeć. Więc jeśli ktoś...
2009-06-16 18:06
-
1. O subwencje nie. Natomiast ma możliwośc ubiegania się o kąski dużo bardziej tłuste,...
2009-06-16 17:17
-
:-)))))))))))))))) Ponurak jestem, ale się roześmiałem.
2009-06-16 15:27
ostatnie notki »
-
Reportażyk wirtualny z miasta powiatowego w Polsce A
2009-06-16 14:07
-
O polskiej szkole (chodzenia po górach)
2009-03-01 13:06
-
Bluzg sfrustrowanego żula, który nic nie rozumie z ducha czasów.
2008-10-05 16:23
-
Co jest w Polsce najbardziej przerażające
2008-07-23 22:50
-
Minister Hall buduje nam mały stosik
2008-07-11 17:51
aktywne dyskusje »
-
Reportażyk wirtualny z miasta powiatowego w Polsce A
komentarze: 32ostatnio: filipz
-
O polskiej szkole (chodzenia po górach)
komentarze: 28ostatnio: Stary
-
Bluzg sfrustrowanego żula, który nic nie rozumie z ducha czasów.
komentarze: 18ostatnio: mariusz.
-
Co jest w Polsce najbardziej przerażające
komentarze: 22ostatnio: outis
-
Minister Hall buduje nam mały stosik
komentarze: 20ostatnio: ałtsajder
archiwum postów »
| « | Luty 2010 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
| 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |


komentarze (28) skomentuj